• Wpisów:264
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:3 dni temu
  • Licznik odwiedzin:10 737 / 1538 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Tęsknię za Tobą… jak nigdy w życiu za nikim… tęsknię jakbym miała pięć lat i czekała na kolejne Boże Narodzenie. I najgorsze w tej tęsknocie jest to, że nie wyjechałeś na drugi koniec świata, że nie leczysz słoni w Afryce, nie budujesz igloo Eskimosom, nie brudzisz się spaghetti na jednej z ciasnych, zatłoczonych, włoskich uliczek. Mieszkasz w tym samym mieście, trzy ulice, piętnaście ścian dalej. Chodzisz tymi samymi chodnikami, robisz zakupy w tych samych sklepach, słyszysz to samo bicie dzwonów, te same przejeżdżające pociągi. Pod względem odległości mierzalnej jesteś bliżej niż blisko. Gdyby zaznaczyć na mapie odległość, która nas dzieli - byłaby to tylko mała, ledwie zauważalna kropka. Jesteś bliżej niż blisko, a dzielą nas kilometry niewypowiedzianych słów i słów powiedzianych niepotrzebnie, mile zranionych uczuć, hektary urażonej dumy, godziny i dni niespełnionej miłości…

Może już wcale nie tak blisko, ale daleko jesteś. I nie chodzi mi tutaj o odległość, a chciałabym, żeby tak było.
Jeżeli mam być szczera, to popieprzone, wiesz? Minęło tyle czasu, dlaczego nie mogę pójść dalej? Nie wiem już, czy to cholerny sentyment, czy chwila słabości, ale... No właśnie. Ale. Zastanawiałam się, jakby to było, gdybyśmy się wtedy nie pokłócili. Gdybym odpuściła te 4 lata temu. Czy rozmawialibyśmy jeszcze? Wiem, że pewnie byśmy się już nie przyjaźnili. Kto by tyle wytrzymał z tak popieprzoną osobą, haha.
Tęsknie. Nawet za takim durnym przekomarzaniem się. To było coś, co uwielbiałam robić.
Wiem, że prawdopodobnie nigdy nikt Cię nie zastąpi. A może to ja boje się, że ktoś byłby w stanie Cie zastąpić i się przed tym wzbraniam. A może boje się znowu tak dotkliwego spustoszenia w moim sercu? Nie wiem.
To chyba już nie jest istotne.
Ale mimo wszystko tęsknię. To były dobre czasy.
 

 
Kocham swoje wspomnienia... Kocham je za to, że wszyscy w nich żyją. Wszyscy tam są...

Dawno mnie tu nie było. Muszę przyznać, że wiele się przez ten czas wydarzyło i zmieniło. Było kilka negatywów i pozytywów. Czy równowaga została zachowana? Sama nie wiem, ciężko to ocenić. Ale dzisiaj nie o tym, dzisiaj trochę moich osobistych refleksji, niekoniecznie głębokich i niesamowicie istotnych dla was, ale być może ktoś miał i ma podobne problemy w życiu, więc w pewnym stopniu mu to pomoże. Nie wiem, czy ktoś taki istnieje, ale chyba warto spróbować.
Więc, będąc dzisiaj na cmentarzu minęłam swoją dawną miłość. Chociaż nie, to za mocne określenie. To chłopak, który niesamowicie mi się kiedyś podobał, za którym szalałam, jako gimnazjalistka. Jeśli mam być szczera, to z perspektywy czasu, zachowywałam się, jak chora psychicznie. Ale czego nie robi się dla poznania chłopaka swoich marzeń. Ach, marzenia czternastolatki, to było to. Żadnych skomplikowanych spraw, wszystko jest klarowne, przejrzyste i bardzo proste. Ta, chciałoby się. Właśnie przy tym chłopaku zaczęłam rozumieć, co to problemy, nieodpowiednie towarzystwo i brak asertywności. Dzisiaj spoglądając na niego, nie widziałam już tego samego, uroczego blondyna z niebieskimi oczami. Widziałam osobę, która sporo przeżyła. Wiem, że wiele z tych spraw, to były jego samodzielne decyzje i ponosił po prostu konsekwencje swoich czynów. Podejrzewam, że nie jest u niego źle, chociaż skąd mogę to wiedzieć. Nie rozmawialiśmy już szmat czasu, nasze drogi się rozeszły. Chociaż dzisiaj znowu naszła mnie ochota, żeby spytać, co u niego słychać, czy wszystko okej, pomóc w razie problemu. Jednak od razu w mojej głowie pojawiło się bardzo ważne pytanie: po co? 6 lat temu też próbowałam do niego dotrzeć, pomóc, wesprzeć, wytłumaczyć. Nie miało to żadnego znaczenia, nie dla niego. Wybrał moją ówczesną przyjaciółkę, która notabene spotykała się z nim za moimi plecami. Zabolało? Odpowiedzcie sobie sami. Chociaż teraz uważam, że to jak potoczyła się ta sprawa, to było coś dobrego. Nie chciałabym wsiąkać w gówno, którym był otoczony. Jednak mimo wszystko to jest człowiek, któremu naprawdę chciałam pomóc, tak bezinteresownie i zupełnie po ludzku. Jednak jak można pomóc osobie, która tej pomocy nie chce?

Dodatkowo przypomniały mi się stare czasy, kiedy w moim życiu był mój przyjaciel. Który tak nawiasem mówiąc zranił mnie później bardziej, niż chłopak z opowiadania powyżej. Tak, B był ze mną przy tej całej sprawie. W sumie poznaliśmy się prawie w tym samym czasie, w którym zauroczyłam się chłopakiem z problemami, tak go nazwijmy.
Dlaczego znowu zaczęłam go wspominać, po takim czasie? Kto to wie. Podejrzewam, że tylko jedna osoba zna odpowiedź na te pytanie. Jednak ja już nie oczekuje wyjaśnień. Wiem, że te uczucia są czysto sentymentalne. Często moja rodzinna miejscowość wywołuje we mnie takie, a nie inne stany emocjonalne. Czy to źle? Nie. Czy żałuje czegokolwiek, co się tu wydarzyło? Nie. Wszystko było po coś i miało mnie czegoś nauczyć. Właśnie tak jest. Te wszystkie sytuacje życiowe przekazały mi ogrom wiedzy i doświadczenia, mam zamiar to wykorzystać teraz i za kilka lat.

Następna sprawa. Mój ukochany kolega przestał się starać, ale jakoś mnie to nie dziwi. Nie odczuwam też smutku, czy rozczarowania. Właśnie tego się spodziewałam, przecież to typowy facet. Ale cóż - miej wyjebane, a będzie Ci dane.
Drugi kolega zauważył moją krótką nieobecność, co była naprawdę kochane! Musiałam o tym wspomnieć, haha.
Dzisiejsze święto wcale nie różni się dla mnie od innych dni. Na cmentarzu bywam tak często, jak tylko mogę. Lubię odwiedzać ludzi, których znałam, którzy byli bliżej, bądź dalej. Lubię pomodlić się przykładową zdrowaśką. Może to dziwne, ale często pozwala mi to na wyciszenie i rozwiązanie swoich problemów.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
I wiesz? chciałabym, by on kiedyś żałował, że mógł mnie mieć - a nie miał. żeby kiedyś zobaczył, co stracił.

Znajomym mówię, że mam się dobrze, bo niby co miałabym powiedzieć? Że sobie nie radzę? Że mam dosyć tego uczucia beznadziejności, które ostatnio coraz częściej gości w moim życiu?
Wiem, że to chwilowe i zaraz mi minie, ale mimo wszystko. Jest mi ciężko. Bo się przyzwyczaiłam. Bo tęsknie. Bo myśle, jakby to było.
Wszystko tak szybko się zmienia, a ja po prostu nie nadążam. Chciałabym, żeby świat na chwile zwolnił. Bo najzwyczajniej w świecie nie potrafię się odnaleźć. To wszystko niby jest stare i znane, ale gubię się w tunelach własnej podświadomości. Moje uczucia ostatnio zachowują się jak cholerna karuzela. Raz na górze, raz na dole.
A ja nie moge spać, nie potrafię. Czasami boję się najzwyczajniej zamknąć oczu, bo nie wiem co przyniesie mi w prezencie mój umysł. Ostatnio nie bywały to przyjemne obrazy, chociaż i te się pojawiały.
Przeraża mnie troche powrót na uczelnie. Nie jestem gotowa na to, żeby zmierzyć się z tymi wszystkimi ludźmi. Czuję się, że sobie nie poradzę. Jednak z drugiej strony chce się rzucić w wir pracy. Chce zacząć rehabilitacje, naukę pewnych rzeczy, żeby oderwać się od tego wszystkiego.
Nie rozumiem jednego. Po co pisać i pytać, skoro nie ma się najmniejszej ochoty na rozmowę. To śmieszne. Mogl odpisać tylko dziękuje, a nie udawać, że obchodzi go co u mnie. Rozumiem, że ostatnie kilka dni były dla niego kiepskie. Może to ja powinnam coś napisać, żeby widział, że ma we mnie jakieś tam wsparcie. Sama nie wiem. Nie wiem, czy powinnam się angazowac, może odebrac to inaczej.
Następny odezwał się po kilku miesiącach i w sumie nie wiem, po jaką cholerę. Zabawne. Inny miał napisac, żeby się spotkać i cisza. Żałosne. I to bardzo.
 

 
I znowu się na to nabrałaś dziewczynko. Taka duża dziewczynka, a taka naiwna. Przecież miłe dobre słowa nic nie znaczą. To, że on Ci powie, że jesteś piękna i mądra i że chce się z Tobą spotykać i robić te wszystkie rzeczy, które robią ludzie na randkach, to jeszcze o niczym nie świadczy.
Potem nagle przestaje się odzywać, a Ty zostajesz z tymi słowami. Musisz je w sobie zakopać, włożyć pod podszewkę.
Musisz być dużą dziewczynką. Taką, która wie, że słowa to nadal tylko słowa.
Najważniejsze są czyny.
 

 
Nie odtrącaj tych, którym na Tobie zależy, ze strachu, że ich skrzywdzisz albo że oni skrzywdzą Ciebie. Po co być człowiekiem, jeśli nie dopuszcza się żadnych uczuć?


Pewnie powinnam zapomnieć. Pewnie powinnam przestać się przejmować. Minęły już dwa tygodnie. Pewnie powinnam przywyknąć, że takie znajomości kończą się właśnie w taki sposób. Pewnie powinnam cieszyć się, że trwało to i tak długo. Pewnie powinnam być wdzięczna, że przyniosło mi to wiele usmiechu, o który było tak ciężko ostatnio. To dwa tygodnie. Pewnie nic się nie zmieni. Raczej jestem tego pewna. Szkoda, to był miły epizod w moim życiu. Mimo wszystko.
Nie przejmuje się, tak jak miewałam to w zwyczaju. Co nie zmienia faktu, że jest mi troche przykro. Czuje też lekkie rozczarowanie, chociaż nie powinnam, cholera.
Odległość to gówno.
 

 
Człowiek płacze i rozpacza tylko wtedy, kiedy ma jeszcze nadzieję. Kiedy nie ma żadnej nadziei, rozpacz przybiera postać straszliwego spokoju.

Chyba czas przyznać się przed sobą, że jednak mam w sobie duże pokłady naiwności i nadziei. To dziwne, że po tylu podobnych sytuacjach nie nauczyłam się zupełnie niczego. Ale w sumie to chyba te durne teksty mnie rozczuliły. W końcu kazda kobieta lubi, kiedy się ją adoruje. No cóż, czas się ogarnąć i nie wierzyć w żadne słowa drogiego kolegi. Ostatnio pokazał już kilka razy swoje prawdziwe ja. Swoją drogą jest mało bystry, no ale cóż. To już nie mój problem :) wyciszam to wszystko. Wszystkie uczucia, obawy i inne durnoty.
Jestem szczęśliwa, mimo tej sytuacji. Jestem szczęśliwa, bo moja wspaniała siostra cioteczna poradziła sobie z ogromną stratą i zaczyna życie od nowa. Jestem szczęśliwa, bo druga siostra cioteczna doświadczyła wiele w ostatnim czasie, a widze, że ją to umocniło. Jestem szczęśliwa, bo mam cudowną rodzinę i przyjaciół. Tyle mi wystarczy.
 

 
Czasami wydaje nam się, że wszystko jest przeciwko nam. Mamy wrażenie, że jedynie cierpimy, tęsknimy, płaczemy i czujemy cholerną pustkę. Do niedawna też tak miałam. Czułam się niekochana, niechciana, a teraz? Wiem, że najważniejsza osoba jest ze mną. Bóg. Zawdzięczam mu tyle, że gdybym chciała mu kiedykolwiek podziękować za wszystko z osobna, chyba nie starczyłoby mi czasu.
To dzięki Niemu znalazłam się, gdzie się znalazłam w moim życiu. To dzięki Niemu poznałam tych wspaniałych ludzi. To dzięki Niemu przeżyłam jedne z najpiękniejszych chwil w życiu.
Wiem, że wiele z tych znajomości nie przetrwa próby czasu i za moment prawie w ogóle nie będziemy pisać. Ale, Boże, było warto. Mimo tego, że teraz siedzę i płacze, było tak cholernie warto. Mimo tego, że momentami jest nam ciężko się dogadać, nie oddałabym tych znajomości za nic w świecie. To co przeżyłam, to moje. Nikt mi już tego nie zabierze. Wiem, że zawsze będę to wspominać z uśmiechem. Z ogromną radością, która jest obecna w moim życiu.
Zauważyłam, że od kiedy zaufałam i powierzyłam swoje życie, jest mi o wiele łatwiej w życiu. Jakby ktoś zdjął ogromny ciężar z moich barków. Czuje, że znowu mogę oddychać, nie dusząc się przy tym. Czuje, że wszystko będzie okej.
Pani M i N. Cudowne osóbki, które wniosły do mojego życia dużo pozytywnej energii i prostej radości. Pokazały mi, że potrafię się jeszcze otwierać na ludzi i że istnieją osoby, którym warto zaufać. Bardziej zbliżyłam się do N, pewnie przez nasze wspólne wieczorne wypady i wiele rozmów. Mimo krótkiej znajomości wiem, że jest dla mnie kimś ważnym.
Pan A. Bariery językowe były spore, ale jak się chce, to można. Cudowny człowiek, który jest niesamowicie pozytywny. Przez te kilka dni wniósł do mojego życia ogrom śmiechu. Zaczynając od durnego, przypadkowego przytulenia. Dziękuje za prezenty, które są symboliczne, ale mają również ogromną wartość sentymentalną.
Na końcu krótko wspomnę o Panu T, bo jest przezabawny, słodki i uroczy, szczególnie, kiedy jest pijany, haha. A tak na poważnie, mimo tego, że nie za bardzo miałam okazję go poznać, uważam, że jest bardzo sympatyczną osobą. Może jeszcze kiedyś go uściskam i zrozumiem go po niemiecku. No i piszę o nim, bo wie o tym, że się tu znalazł, haha.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
"Zaczęłam cierpieć na bezsenność.
Nawet nie wiesz co można sobie ubzdurać przez całą noc."

Przekonałam się, znowu. Ale trudno, tak miało być. Najwidoczniej nie są dla mnie odpowiednimi znajomymi.
Śmieszne zaproszenie od B na imprezę, jakieś dziwne wydarzenia.
WAKACJE.
Przynajmniej do września.
Dalej jestem szczęśliwa, mimo wszystko. Koncert dał mi porządnego kopniaka.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Od dziecka zastanawiałam się, jakie to uczucie kochać i być kochanym. Od kiedy pamiętam, za wszelką cenę chciałam się dowiedzieć. Wydawało mi się to cholernie ważne i istotne. Uważałam, że taka wiedza sprawi, że moje życie stanie się piękniejsze. Dzisiaj wiem, że miłość to faktycznie szczęście, ale rownież i cierpienie. Może nigdy tak naprawdę nie kochałam nikogo, ale wiem to. Darzyłam kogoś silnym uczuciem, co prawda braterskim, ale wiem, ile bólu mi przyniosło. Wiem. Nie wiem tylko, czy przez to nie zamknęłam się w swojej ciasnej skorupie. Boję się. Kolejnego odrzucenia, rozczarowania i smutku. Nie chce być nieszczęśliwa. Od dawna pragnę śmiać się pełną piersią.

Myślałam, że on wprowadzi do mojego życia troche światła i spokoju. Nie zakładałam z góry, że to będzie miłość do końca zycia. Nie uważałam nawet, że będziemy razem. Jednak zniknął tak szybko, jak się pojawił. Zostawił za sobą wiele pytań. Zastanawiałam się, co do cholery jest ze mną nie tak. Co ja takiego zrobiłam. Dzisiaj zrozumiałam, że nic. Byłam po prostu sobą. Jeżeli nie potrafił tego zaakceptować, nie zasługuje na mnie. Nie, nie jestem w sobie zakochana, jednak znam swoją wartość. Nie będe kimś innym, tylko dlatego, że ktoś tego ode mnie oczekuje. Chcę być sobą. Może nigdy nie jestem idealna, ale nie obchodzi mnie to. Jestem sobą. Nikt tego nie zmieni.


Wyjazd przyniósł kilka pozytywów. Jeden z nich, to wyjaśnienie pewnych kwestii, związanych z niedaleką przeszłością. Miło, że to sobie wyjaśniliśmy i jest w porządku. Przynajmniej mam taką nadzieje.
Dalej chce Ci pomóc, bo wiem, że na to zasługujesz.
 

 
Kiedy wiesz, że nikogo by nie obeszło, gdybyś zniknęła.

Dzisiaj już niczego nie jestem pewna. Z pewnością wszystko, co wcześniej było znaczące, teraz jest jakieś blade.
Za szybko się przywiązuje.
Łatwiej jest wyłączyć emocje. Chciałabym to potrafić.



Tylko moja pokręcona rodzinka trzyma mnie przy zdrowych zmysłach.

Wesołych Świąt.
 

 
Dzisiaj troche powspominałam. W sumie to z uśmiechem. Niektóre sprawy jeszcze troche mnie bolą i wielu rzeczy nie rozumiem, ale tak chyba musi być. Im mniej wiesz, tym lepiej spisz, huh?
Tęsknie i będe tęsknić, zawsze. Wiem, że nigdy nie zapomnę i to wszystko będzie dla mnie ogromnym sentymentem. Ale tyle razy obiecywałam sobie, że pójdę naprzód. I tyle razy mówiłam, że to właśnie robie. Może byłoby mi łatwiej, gdybym usłyszała to wtedy wprost. Kto wie. Ale nie ma co gdybać.
Staram się cieszyć życiem, mimo tego, że nadchodzi maj.
 

 
W sumie to kwestia przyzwyczajenia.
Kwestia rutyny, codzienności.
Od kilku lat się to nie zmienia. A może to trzy lata temu skończyło się coś, co tak naprawdę miało znaczenie? Nie powinnam się tym przejmować i o tym myślec, ale obecnie nie potrafię. Brakuje mi tego wszystkiego.
Ile bym dała, żeby to się wszystko inaczej potoczyło.
Wiem, każdy dokonuje wyborów. Tak było i w tym przypadku.
Nie zmienia to jednak faktu, że tęsknie. I jest mi przykro.
 

 
Tęsknie.
Kiedyś było łatwiej.
Dorosłość jest do dupy.
Chciałabym cofnąć czas, chociaż na chwile.
To były najlepsze momenty i najlepsi ludzie.



To zawsze będziesz Ty.
 

 
For a while we pretended that we never had to end it but we knew we’d have to say goodbye.
Torn in two, and I know I shouldn’t tell you butI just can’t stop thinking of you. Wherever you are. Every night I almost call you just to say it always will be you, wherever you are.
I can fly a thousand oceans but theres nothing that compares to what we had and so i’ll walk alone. I wish I didn’t have to be gone
Maybe you’ve already moved on but the truth is that I don’t want to know
You can say we’ll be together someday
Nothing lasts forever
Nothing stays the same
So why can’t I stop feeling this way.



I drove by all the places we used to hang out getting wasted. I thought about our last kiss how it felt, the way you tasted. And even though your friends tell me you’re doing fine. Are you somewhere feeling lonely even though he’s right beside you. When he says those words that hurt you, do you read the ones I wrote you? Sometimes I start to wonder, was it just a lie? If what we had was real, how could you be fine?
'cause I’m not fine at all
I remember the day you told me you were leaving. And the dreams you left behind you didn’t need them. Like every single wish we ever made. I wish that I could wake up with amnesia and forget about the stupid little things. Like the way it felt to fall asleep next to you and the memories I never can escape.
'cause I’m not fine at all.
The pictures that you sent me, they're still living in my phone. I'll admit I like to see them, I’ll admit I feel alone. And all my friends keep asking why I'm not around. It hurts to know you’re happy, and it hurts that you moved on.It’s hard to hear your name when I haven’t seen you in so long
It’s like we never happened, was it just a lie? If what we had was real, how could you be fine?
'cause I’m not fine at all
If today I woke up with you right beside me. Like all of this was just some twisted dream. I’d hold you closer then I ever did before. And you’d never slip away and you’d never hear me say.
No I'm really not fine at all
Tell me this is just a dream
'cause I’m really not fine at all
 

 
Może to nie jest przyjaźń i nie mówimy sobie o wszystkim, ale jest to z pewnością znajomość z długim stażem. I wiem, że gdybym potrzebowała pomocy, dostanę ją. W sumie w drugą stronę też to działa.
I cieszę się z tego małego sukcesu, bo wiem ile to dla Ciebie znaczy. Życzę Ci kolejnych i kolejnych. Zasługujesz na to.
 

 
Z czasem zauważasz więcej. Widzisz, że dla znajomych jesteś potrzebna tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebują. Toc żebyś ich obudziła, poszła z nimi gdzieś, powiedziała z czego jest kolokwium.
Planowałam coś super, ale teraz sama już nie wiem.
Mam ochotę zwinąć się w kłębek w swoim pokoju i nie wychodzić z łóżka.
 

 
Mam wrażenie, że powoli wychodzi słońce. Może jest jeszcze kilka niewyjaśnionych kwestii, które gdzieś wiszą nad tym wszystkim, ale chyba tak musi być.
Troche uśmiechu. Miło jest poznac kogoś i się nie rozczarować, tylko mile zaskoczyć.
 

 
Byłam tak głupia, naprawdę. Nie wiem, czy to śmieszne, czy smutne. Chciałam mu pomóc, a w tym czasie on się ze mnie nabijał. Zaczynałam traktować go, jak przyjaciela, a tym czasem on mówił o mnie takie rzeczy. Wychodzi na to, że wszyscy to tak odbierali. Mi jest bardzo przykro, bo starałam się pomóc. Chciałam być miła. Najwidoczniej w dzisiejszych czasach wcale się to nie opłaca. Boże, byłam taka naiwna. Jak mogłam kiedykolwiek uwierzyć, że możemy się chociażby przyjaźnić? Nie chciałam zastępować B, wydawało mi się po prostu, że będzie kimś podobnym. Właśnie, wydawało mi się.
Ale koniec. Koniec dobrej i miłej Moniki. W niczym mu już nie pomogę, będe się z nim witać i tyle. Nie chce z nim nigdzie wychodzić, rozmawiać, ani nic. Po prostu nie. To za duzo.
Jest mi tak cholernie przykro. Chce już wrócić do domu, chociaż na ten weekend. Spędzić troche czasu z rodzicami, pogadać ze starymi znajomymi. Zawsze czuje, że to oni mnie bardziej znają, a przede wszystkim rozumieją.
Zjebali mi dobry humor, który wczoraj jeszcze miałam. Nie chce z nimi nigdzie wychodzić. To dla mnie za dużo.
Chce do domu. Chce pójść w swoje ulubione miejsca i po prostu odpocząć.
  • awatar anonimowanieznajoma: @gość: Prezentuje to, co czuje, więc często nie jest to wcale ładne. Ale dziekuje :)
  • awatar Gość: @anonimowanieznajoma: chodziło mi o to, że ładne zdania nam prezentujesz :P
  • awatar anonimowanieznajoma: @gość: znamy się? Bo raczej mi się nie wydaje. I nie jestem Twoim prezentem :))))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Śmierć nie przynosi ukojenia. Zostawia po sobie zgliszcza pełne cierpienia, bólu i wspomnień. Czasami tli się tam drobny płomień, który wzbudza w nas nadzieje. Nadzieje, że jutro będzie lepiej. Że za miesiąc zaczne sobie radzić. Że za rok się z tym pogodzę. Ale tak nie jest. Wystarczy jeden moment, krótka chwila i przypominasz sobie wszystko. Wszystko, czego nie zrobiłeś. Bo nie miałeś czasu, nie chciało Ci się, miałeś inne zmartwienia. Bo przecież to Twoje życie jest najważniejsze, Twoje problemy są największe. Przez to wszystko nie zauważasz jednego. Odchodzących ludzi. A potem żałujesz. Bo mogłeś mieć czas, bo mogło Ci się chcieć, bo mogłeś podzielić się zmartwieniami z tą konkretną osobą. Teraz nie możesz już nic. Odeszła. Zostawiła po sobie pustkę, której w żaden sposób nie potrafisz zapełnić. Zostało mnóstwo wspomnień, złych i dobrych. Jeszcze więcej jest w tym wszystkim wyrzutów sumienia. Bo mogłeś inaczej. Mogłeś, ale nie chciałeś. Albo nie potrafiłeś. Teraz już tego nie zmienisz. Nie zadręczaj się tylko, prosze. Skup się na tym co istotne. Na ludziach, którzy są Ciebie warci. Na rodzinie, przyjaciołach. Nie ważne ile jeszcze tych osób zostało. Ważne, że są i liczysz się dla nich Ty. Nie skupiaj się na ludziach, którzy traktują Cie jak opcje. Opcje do imprezy; wygadania się bez żadnej wdzięczności; pomocy, której potem nie doceniają. Skup się na tych prawdziwych. Zajmij się nauką, swoimi pasjami. Dokształcaj się. Żyj. Jakby jutra miało nie być. Ale pamiętaj. Pamiętaj o tych wszystkich, którzy odeszli. Pamiętaj dobre i złe chwile, bo o tych drugich nie można zapominać. Pamiętaj, jak Ci pomogli. Może i w pewien sposób ukształtowali. Kochaj. Nawet bez wzajemności. I nie zadręczaj się wyrzutami sumienia. Niczego w życiu już nie zmienisz. Niestety.
 

 
Unikam zresztą ludzi i coraz większym staję się dziwakiem - lubię życie spokojne i proste, bez wymuszenia i sztuczności.